UWAGA! TA PODSTRONA ZAWIERA DRASTYCZNY MATERIAŁ

W rezerwacie Imire, któremu próbujemy pomóc, przez cały czas prowadzony jest program rozmnażania czarnych nosorożców (poczytajcie o tych zwierzętach i ich ochronie TU). Gdy samica zachodzi w ciążę lub próbuje się do tego doprowadzić, nosorożce przebywają w zamkniętych zagrodach, dla swojego bezpieczeństwa.

Kilka lat temu czteroosobowy oddział kłusowników, z karabinami szturmowymi, krótkofalówkami i noktowizorami, w środku nocy wszedł na teren rezerwatu i przeprowadził atak na zagrody nosorożców oraz budynki mieszkalne, w których przebywali opiekunowie zwierząt i weterynarze. Wszyscy pracownicy zostali związani i pobici, niektórzy bardzo ciężko. Jednemu ze strażników napastnicy wlali w oczy kwas z akumulatora, oślepiając go do końca życia.

Kłusownicy następnie weszli do zagród nosorożców. Wszystkie zwierzęta zostały wcześniej pozbawione weterynaryjnie rogów, nie miały wartości rynkowej. Kłusownicy w akcie zemsty wymordowali je wszystkie seriami z karabinów AK-47. Zabili między innymi samicę w ciąży i jej nienarodzone dziecko. Jedynemu samcowi w zagrodach wyrąbali siekierami niewielką podstawę rogu, która zdążyła odrosnąć od ostatniego obcinania. Łącznie z ciał nosorożców wydobyto czterdzieści siedem pocisków.

 

Policja ustaliła, że kłusownicy działali na zlecenie dwóch Chińczyków przebywających w Zimbabwe. Po zatrzymaniu Zimbabweńczyków jeden z nich natychmiast opuścił kraj i wrócił do Chin. Drugi zniknął bez śladu. Na ich zamówienie kłusownicy zamordowali łącznie siedemnaście nosorożców. Żaden z Chińczyków nie poniósł kary.

Od czasu tych wydarzeń nosorożce przebywają w Imire pod ścisłą ochroną. Przez kolejne półtora roku ochronę rezerwatu szkolili najlepsi rangerzy z Departamentu Przyrody i Parków Narodowych. Strażnicy regularnie przechodzą również szkolenia z taktyki walki i strzelania. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia chronionych zwierząt z rąk kłusowników mają polecenie shoot to kill, strzelaj, żeby zabić. Żaden nie będzie się wahał.

To tylko jedna z historii, którą mógłbym opowiedzieć. W Imire w podobny sposób zabito niewielkie stado zeber (każda skóra jest warta 1000 dolarów), kłusownicy regularnie też polują na impale, żyrafy i inne biegające wolno zwierzęta.

 

Ale… jest też mała nadzieja. Nazywa się Tatende.

Masakrę przeżył jeden mały, sześciotygodniowy nosorożec, jeszcze bobas. Przetrwał zagrzebany w sianie, bo kłusownicy go w ciemności nie zauważyli. Judy Travers, szefowa całego rezerwatu Imire, czuła, że bez względu na wszystko musi uratować małego nosorożca. Postanowiła, że od tej pory będzie musiała zastąpić mu mamę i zrobiła to, co każda mama zrobiłaby w tej sytuacji.

Zabrała Tatendę do domu.

Mały nosorożec od tej pory mieszkał w pięknym domu Traversów. Biegał po pokojach, pił mleko z butelki, czasem zjadał wszystkie kwiaty rosnące w ogródku, a rano pakował im się do łóżka. Przez rok Tatende stopniowo dochodził do siebie.

Powoli też rósł. Gdy Judy przyniosła go do domu, ważył raptem pięćdziesiąt kilo. Szybko jednak robił się coraz większy i większy. Gdy chciał się przytulić, swoją uroczą niezgrabnością przewracał Judy na plecy. Gdy próbował się dobrać do stojącej na stole sałatki z ogórka, ściągał jęzorem cały obrus wraz z zastawą. Jeszcze później próbował radośnie wbiec na werandę i zapadły się pod nim deski.

Po roku, gdy ważył pięćset kilo i był już najwyraźniej zupełnie zdrowy, bo robił, co chciał i wykazywał się niezwykle inteligentnym sprytem trochę rozpuszczonego jedynaka, nadszedł czas, by zmienić mu otoczenie na bardziej odpowiednie.

Tatende nie był jednak typowym jedynakiem, bo nie dorastał sam. W domu Traversów miał jeszcze dwóch zwierzęcych przyjaciół.

Pierwszym był guziec, filmowy Pumba, włochata, wesoła świnia na cienkich nogach, z kłami wielkości kciuka i zawadiacką grzywką na karku. Pani guziec otrzymała imię Pogs i również mieszkała z Traversami na zasadach zwykłego domownika. Pogs była skoczna jak cholera i diabelnie szybka, przez co gdy raz złapała coś do jedzenia, przeważnie ściągając to ze stołu przy śniadaniu, błyskawicznie dawała drapaka do buszu, nie bacząc na przeszkody, które zresztą zazwyczaj i tak pękały z trzaskiem. Pogs była strasznie śmiesznym zwierzakiem.

Drugim towarzyszem Tatende była hiena Tsotsi uratowana przez Judy z rąk kłusowników. Hieny wydają się wrednymi, paskudnymi kreaturami, ale odkarmiony, domyty Tsotsi miał w sobie sporo urokliwego, zawadiackiego czaru. Na tyle dużo, że uchodziły mu bezkarnie pobudki o bladym świcie, które uwielbiał czynić, ładując się bezceremonialnie Traversom pod kołdrę.

W trójkę Tatende, Pogs i Tsotsi wyruszyli na najważniejszą podróż w ich życiu, do nowego domu w buszu.

Dziś Tatende, Pogs i Tsotsi nadal się przyjaźnią, choć powoli już dorastają i nie bawią się ze sobą tyle, ile kiedyś. Pogs jest już mamą, a Tatende znalazł sobie wymarzoną partnerkę, Shanu, nieco starszą, bardziej korpulentną i zdecydowanie lepiej obeznaną w regułach panujących w dziczy. Razem przemierzają nowy dla Tatende świat i nie rozstają się nawet na chwilę. W listopadzie 2014 w Imire historia zatoczyła koło – mały Tatende został tatą. Jego pierwsze dziecko to mała samiczka, Tafika.

Tatende oznacza w języku szona “dziękuję”.

 

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:

Nasza akcja pomocy Imire

Więcej o Imire