To jest pytanie na które odpowiadam najczęściej. Stoi za nim chyba jakieś przedziwne przekonanie lub cicha nadzieja pytających, że istnieje coś w rodzaju magicznego Drzewka Podróżnika, które rośnie w ogródku i rodzi pieniądze, klientów na relacje z podróży i wydawców chętnych opublikować książkę.

Tak nie jest.

Jak w każdej sferze życia, wszystko jest kwestią decyzji, priorytetów i życiowych wyborów. Prostej recepty nie ma. W rzeczywistości to pytanie nie powinno bowiem mieć postaci „skąd brać pieniądze?”, tylko „na co je wydawać?”. Brać je stamtąd, skąd bierzecie na wszystko inne. To są te same pieniądze, tylko przeznaczane na podróże kosztem innych spraw. Ja na przykład nie piję alkoholu i nie palę, chodzę w znoszonych ciuchach a nowe kupuję, gdy mi się rozlecą stare, nie łażę po knajpach, jeżdżę rowerem a nie samochodem itd.

Mój kolega (i imiennik), żeby pojechać do Azji sprzedał samochód. Inny upłynnił wszystko, co miał w domu – konsolę, telewizor, drugi komputer i wymienił nowoczesnego smartfona na komórkę z klawiaturą dla państwa starszych.

Gdy potrzebuję dodatkowego budżetu podróżnego, zaharowuję się na śmierć, biorę dodatkowe zlecenia, robię rzeczy, których nie lubię… Inni zmieniają pracę na mniej przyjemną, a lepiej płatną, tymczasowo, byle zebrać grosiwo. Jeszcze inni jadą na zmywak do Londynu albo zbierać tulipany w Holandii, biorą drugi etat. Potrzeba matką wynalazków.

Warto pamiętać natomiast o jednej sprawie. Oglądając piękne zdjęcia z podróży i czytając relacje, możecie nieświadomie przyjąć założenie, że ci podróżnicy to mają takie samo poukładane życie jak wszyscy inni, a do tego jeszcze podróżują. Mają pracę, dom, dzieci i jakimś cudem to wszystko godzą. Bajka!

No więc z reguły tak nie jest.

Podróżowania (w znaczeniu: podróżować więcej niż raz w roku na dwa tygodnie, żeby podróże były sposobem na życie) nie da się na dobrą sprawę połączyć z pracą na etacie, z tradycyjną rodziną, z planem na przyszłość. Oczywiście są wyjątki, ale można je policzyć na palcach. Z reguły (z reguły!) podróżnicy jadą na permanentnym zerze, a często na krechę, nie mają stałej pracy i źródeł dochodu, mieszkają kątem lub w wynajmowanych tymczasowo mieszkaniach i całe swoje życie podporządkowują pasji. Znam wprawdzie ludzi, którzy utrzymują pracę i rodzinę, i do tego jeszcze raz na jakiś czas realizują projekty w Himalajach albo na Alasce. Ale tym to ja też zazdroszczę. To jest unikat.

To nie jest życie jak z bajki, jak z bajki brzmią tylko opowieści o przygodach. To co na miejscu jest zupełnie niefilmowe.

Tak więc: jeśli podróże to Twoje ciche marzenie, do którego wzdychasz od lat, oglądając pocztówki, może lepiej będzie jeśli zatrzymasz pracę i będziesz nadal jeździć na swoje urlopy raz w roku. Jeśli myślisz o sprawie na poważnie i nadal zadajesz pytania „skąd brać pieniądze”, nie jesteś jeszcze gotowy. Gdy będziesz gotowy, to pytanie nie będzie już miało znaczenia.

I taka tylko uwaga na koniec: żeby być w tym miejscu, w którym są teraz podróżnicy, których podziwiasz, potrzeba lat wyrzeczeń i świadomego kierowania życiem zawodowym w tę stronę. To się nie dzieje z dnia na dzień. O tym też warto pamiętać.

Za mistrzów świata w kategorii długodystansowego godzenia podróży z resztą życia uważam: LosWiaherosTamtaram i Artura Urbańskiego z Torre.pl.