Od mojego wpisu na Facebooku zaczął się temat podchwycony potem przez Onet, WP, Gazetę.pl i Pytanie na Śniadanie. 200 tys. zasięgu posta, ponad tysiąc komentarzy.

 

Treść posta:

Byłem niedawno przy różnych okazjach na trzech różnych oddziałach położniczych trzech warszawskich szpitali. Na wszystkich zauważyłem, że ksiądz wchodzi nieproszony do sal poporodowych oraz pokojów na patologii ciąży z ofertą wsparcia i komunii.

Czyli, innymi słowy: obcy mężczyzna, nie lekarz, nie pracownik medyczny, nie położnik, wchodzi bez pytania do pokoju obcej kobiety w najbardziej intymnym okresie jej życia. A w środku kobiety półnagie, z obnażonymi piersiami, po poronieniach, po łyżeczkowaniach, z ranami po cesarkach, płaczące, cierpiące, w bólu.

Każdy z tych księży zachowywał się, jakby miał PRAWO wejść do środka bez pytania, bo taką ma posługę.

Nasuwa mi to sporo pytań.

Czy prawo kobiety do prywatności nie jest już tu najważniejsze?

Czy ksiądz to nie obcy, nieproszony mężczyzna? A gdyby tak hydraulik wszedł, gdyby miał podejrzenie, że rura cieknie?

Czy pan psycholog z ulicy, w poczuciu chęci niesienia pomocy, też mógłby tak sobie wejść? A rabin lub imam? Przecież też chce nieść identyczną pomoc.

Nikomu nie odmawiam posług religijnych w chwili cierpienia. Ale przecież kobieta o księdza może poprosić. Może przy przyjęciu do szpitala zaznaczyć na karcie okienko (powinno takie być!): “potrzebuję pomocy duchownego”. Bo – ponownie z obserwacji – większość kobiet z tej posługi NIE KORZYSTA.

Dziewczyny, kobiety, panie – czy któraś może mi wyjaśnić, czy to jest normalne w XXI wieku w cywilizowanym europejskim kraju?

 

A nazajutrz repeta:

Pod moim wczorajszym postem na temat księży wchodzących bez zaproszenia na sale poporodowe i patologii ciąży pojawiło się prawie tysiąc komentarzy. Kilka wniosków.

W komentarzach można znaleźć setki historii jeżących włosy, opisujących wszelkie możliwe aberracje – od dotykania noworodków bez pozwolenia i uprzedniej sterylizacji rąk, po wypraszanie z sali pacjentek, gdy jedna chce się wyspowiadać. Chciałbym wierzyć, że to odosobnione incydenty, ale masa tych relacji z każdego zakątka kraju tego nie ułatwia.

Postawę bagatelizowania problemu proponowali głównie mężczyźni (“temat z dupy”, “bez przesady, to nie problem”, “wynocha do Arabii Saudyjskiej, jak ci się w Polsce nie podoba”). Każdemu z Panów życzę, żeby ksiądz go odwiedził, gdy będzie leżał wypięty u proktologa.

Pan Adam Karski z Gdańska napisał: “co masz do księży, antykatolicki skurwielu?!”. Ciekawym, czy się z tej obelgi wyspowiada, stawiając swojego kapelana przed interesującym moralnym dylematem. Pana Adama nie ma już z nami na tej stronie.

Pojawiła się też część komentarzy wskazujących szpitale, w których takie sytuacje nie mają miejsca. Najczęściej padała nazwa – nomen omen – szpitala Św. Zofii na Żelaznej w Warszawie. Bierzmy przykład.

Podsumowując: prawo pacjenta do opieki duchowej nie oznacza prawa księdza do prowadzenia obchodów. “Obchód” księdza oznacza de facto, że obcy mężczyzna otwiera drzwi do sal półnagich kobiet, żeby spytać, czy nie jest im przypadkiem potrzebny. Przy okazji budzi je i dzieci, natyka się na nagie piersi i krocza, przeszkadza w najbardziej intymnych chwilach, podnosi matce gwałtownie ciśnienie krwi.

Kobiety na porodówce potrzebują przede wszystkim spokoju. Już same obchody lekarskie i obsługa sal jest męcząca.

Drodzy Księża, chcecie dobrze, ale robicie źle. Dla praktykujących katolików Wasze wejście nie stanowi problemu, ale dla pozostałych kobiet jesteście zwykłym intruzem. To, że Wam nie robią scen wynika głównie tego (vide komentarze!), że na morfinie czy ketonalu, na granicy wyczerpania nie mają nawet sił, żeby jakkolwiek zareagować. Policzcie sobie, jaki procent kobiet korzysta z posługi na tym Waszym “obchodzie” – być może robicie więcej złego niż dobrego.

Żyjemy w XXI wieku – zostawcie w sali ulotkę z numerem telefonu. Pacjentka wyśle SMS-a, zadzwoni z zaproszeniem. Przypędzicie na pewno z pomocą na każde wezwanie, nie mam wątpliwości. A innym pacjentkom nie sprawicie wielkiej przykrości. W ten sposób dogonicie czasy.